Byłam, widziałam, wróciłam. Cała podróż trwała zaledwie 5 dni, łącznie z czasem spędzonym w pociągach. Nie ma mowy żeby tam nie powrócić, Jelec jest przepięknym miastem, "aż" tego się nie spodziewałam. Budowa linii kolejowej w latach 60-tych XIX wieku otworzyła przed miastem szansę, z której wówczas bardzo skorzystało, a efekty widać do dzisiaj. Ale może po kolei.
Podróż do Rosji wymaga załatwiania wielu kłopotliwych formalności, jak chociażby aż dwie wizy (rosyjska i białoruska), dzisiaj nie sposób tego uniknąć. Chociaż można podróżować taniej niż mi się udało, wiem, teraz to mogę być już "doradcą".
Pociąg jako środek komunikacji pojawił się przypadkiem, w ostatniej chwili, ale widzę, że nie mogło być inaczej, podróż do Rosji powinna być "kolejową". A raczej podróżowanie koleją po Rosji to cała odrębna epopeja, można nie jechać nigdzie, a tylko jechać koleją...
Ja jednak "gdzieś" jechałam. Jelec, Yelets, jeszcze ewentualnie: Elets, Elez. Na południe od Moskwy, około 400 km, nad rzeką Sosną. Długo trwało zanim zdecydowałam się na ten wariant podróży, via Moskwa. A przecież to oczywiste, Jelec leży pod Moskwą, zasięg oddziaływania aglomeracji moskiewskiej jest szerszy niż by się wydawało, Rosja jest wielka, inaczej liczy się odległości. Podróż przez Moskwę jest też najkrótszą.
.
Całą drogę do Moskwy spędzam w towarzystwie Rosjanki, artystki i czuję się zaszczycona, to tak jakbym kupiła bilet z bonusem. No i jest to przedsmak prawdziwej kulturalnej uczty jaką była ta krótka wyprawa. O podróży do Moskwy marzy wielu wielkich tego świata, a mi się udało!
.
.
Moskwy jednak tym razem nie zobaczę, tyle tylko ile zmienić dworzec, pociąg z Warszawy przyjeżdża na Dworzec Białoruski, a do Jelca odjeżdża z Dworca Kurskiego. I tutaj robię pierwszy błąd, który jednak należalo zrobić, daję się skusić na tzw. "plackartę". Informację, że w Rosji są miejsca sypialne za połowę ceny zwykłych miejsc sypialnych, zdobywam jeszcze w Polsce. Po fakcie stwierdzam, że "było warto", ale cud prawdziwy, że fakt ów udało się przeżyć.
Do Jelca docieram jednak w bardzo dobrej formie. Całą noc przespałam, jest to chyba jedyna możliwość przetrwania w pozycji "placka ułożonego w kartonie", dnia w wagonie tego typu jakoś sobie nie wyobrażam (chyba przesadzam). Teraz już wiem, że to "wierchnia plackarta" była tym złym wyborem, rozumiem też co to znaczy, że biletów nie ma (jeżeli tylko takie pozostały). No ale ja jechać musiałam.
.
A rankiem wita mnie wesoły różowy dworzec i pierwsza jelecka cerkiewka.
.
.
Do Jelca przyjeżdżam w konkretnym bardzo celu, 12 sierpnia 2009 r. odbywa się tutaj zjazd potomków mieszkańców miasta. Pomysł na kulturalną imprezę wprost genialny, śmiało można powiedzieć, że bardzo rosyjski także. Genealogia w Rosji ma przyszłość, ponieważ ma solidne filozoficzne podstawy. Nie jestem zdziwiona, że pytają mnie o Fiodorowa, czy znam, tego się spodziewałam. Wielki rosyjski XIX - wieczny filozof, po prostu ożył. I stąd ten genealogiczny rozmach.
Nikołaj Fiodorow gości w filozoficznych podręcznikach jako fantasta, futurysta, a tymczasem jego koncepcja "zmartwychwstania przodków" realizuje się na naszych oczach, rękami chociażby genealogów.
W Jelcu "emanacją" koncepcji Fiodorowa jest osoba Włodzimierza Zausajewa, to on zorganizował genealogiczną imprezę (już po raz drugi). Włodzimierz Zausajew nie urodził się w Jelcu, ale tam rodzili się jego przodkowie, a on do nich po prostu powrócił. Kupił w Jelcu dom i tutaj zamieszkał aby zająć się na miejscu badaniem śladów przodków, a przy okazji wszystkich innych Jelczan i w ogóle tego niezwykłego miasta.
.
W Jelcu bardzo wiele śladów historii się zachowało, miasto wygląda niemal tak jakby "przed rewolucją" ktoś zamknął wrota, a teraz je otworzył. Stoją cerkwie, stoją domy kupców, zniszczone, to fakt, ale stoją. Zachował się genialnie cały układ urbanistyczny miasta, które w następnych latach nadmiernie się nie rozbudowało. W spisie zabytków, objętych ochroną, figuruje w Jelcu aż 226 obiektów! Większość to XIX-to wieczne domy kupców, czy świątynie, które fundowali, ale są też obiekty starsze. Jelec jest najstarszym ośrodkiem miejskim rejonu czarnoziemia, żyznego południa Rosji.
.
Spotkanie potomków mieszkańców miasta odbywa się w tym roku w 120 rocznicę poświęcenia najbardziej okazałej jeleckiej świątyni - Soboru Wozniesenskiego.
Cerkiew budowano w okresie (1845-1889) kiedy miasto przeżywało boom gospodarczy i jeleccy kupcy chcieli pozostawić po sobie ślad na wieczność, udało im się, trzeba powiedzieć, że znakomicie się udało. Projekt słynnego architekta Konstantego Thona, został na specjalne życzenie kupców powiększony i jak na rozmiary ówczesnego miasta była to świątynia duża. Jest też jedyną realizacją Thona, która bez szwanku przetrwała "przerwę w życiorysie", nikt jej nie rozebrał, co stało się zwykłym losem innych obiektów (cerkiew projektu Thona w Petersburgu kilka lat temu wzniesiono od podstaw, oryginalna nie przetrwała).
W tegorocznym spotkaniu potomków mieszkańców miasta bardzo aktywnie uczestniczył potomek kupieckiej rodziny Pietrowych, która tę cerkiew przez kilka pokoleń wznosiła do góry.
.
.
.
Ten pamiątkowy dokument pochodzi z 1892 r. i uwiecznia na fotografiach kilkadziesiąt znamienitych mieszkańców miasta, zaangażowanych w walce z cholerą. Jest tutaj także zdjęcie Ludwika Domańskiego, jeleckiego lekarza, Polaka, który prawie całe swoje zawodowe życie związał z tym miastem. To mój bezpośredni powód podróży do Rosji, czy dowiem się czegoś więcej?
.
.
.
.
.
Ta niewielkich rozmiarów piękna kolorowa cerkiewka związana jest z rodziną Włodzimierza Zausajewa, jego przodkowie ją w całości ufundowali.Taki gest był możliwy dla rodziny właścicieli "tabacznej fabryki", której zabudowania w Jelcu zachowały się do dzisiaj. Stoją tak ja stały, pociąg, którym przybywam z Moskwy "uprzejmie" zatrzymał się na chwilę przy fabryce żebym ją sobie obejrzała, wrażenie, że wrota miasta zostały zamknięte przed rewolucją, a teraz otworzyły się znowu wprost niesamowite. Oczywiście bez przesady, zachowały się mury, forma, kształty, natomiast z wyposażenia nic prawie nie przetrwało, podobnie jak w świątyniach czy kupieckich domach.
,
.
.
.
Organizatorzy jeleckiej imprezy genealogicznej, na pierwszym planie: Włodzimierz Zausajew.
.
.
Założyciel muzeów i galerii, tutaj na tle pięknego okazu jeleckiego koronkarstwa.
.
.
Dom kupca Czernikina, jeden z najbardziej okazałych, mieści dzisiaj tutejszy urząd stanu cywilnego i .. dużo powierzchni do remontu, nieużywanej (dom jest duży, na fotografii tylko front budynku). Na obejrzeniu tego domu skupiam się w szczególny sposób, to tutaj mieszkał (pracował?) polski lekarz, którego ślady tropię. W spotkaniu potomków uczestniczą potomkowie właścicieli tej kamienicy, przywieźli ze sobą fotografię Ludwika Domańskiego, z odpowiednim opisem (patrz niżej ostatnia fotografia). Ładny ślad pamięci pacjentów o lekarzu i dowód jak splatają się ludzie losy.
.
.
.
.
.

.

.
.
.
Były gmach Gimnazjum Męskiego. Poniżej - dawna ulica Orłowska, czyli prowadząca z Jelca w kierunku miasta Orzeł. Jelec leżał w gubernii orłowskiej, a zatem była to główna ulica miasta. Zdjęcie nie różni się wiele od starych kart pocztowych i fotografii, ta sama wieża ciśnień, ta sama cerkiew u wylotu, te same domy...
.

.
.
.
Krótka wyprawa ma swój koniec, znowu odwiedzam jelecki dworzec kolejowy, położony na drugim brzegu rzeki Sosny. Mam wrażenie, że tutaj także czas się zatrzymał, bo co prawda towary w sklepikach inne niż 120 lat temu, ale poza towarami niewiele się zmieniło. Kolej zbudowana do Jelca w latach 60-tych XIX wieku funkcjonuje bardzo prężnie do dzisiaj, nie zauważyłam symptomów "obumierania", jak ma to miejsce w zachodniej części byłego Imperium
. Może to ta malutka cerkiewka tak "czuwa"?
.
.
W drodze powrotnej jak ognia unikam "plackarty". Przesadzam, taka podróż ma też urok, towarzyski, w końcu to z pozycji "wierchniej plackarty" na odcinku Moskwa - Jelec dowiedziałam się, że "z wida" to ja jestem ... Tatarka, a nie żadna Polka, jak o sobie mówię. W tym może coś być, w Rosji więcej Tatarów niż w Polsce, lepiej człowieka widzą. W linii żeńskiej mogę mieć tatarskie korzenie i pewnie mam, jako potomkini jeńców osadzonych w Puszczy Sandomierskiej. Tak, "plackarta" zdecydowanie mi się opłaciła, badania mtDNA mogą okazać się zbędne w moim przypadku, Tatarka i już.
.
Ale widać był mi pisany samotny powrót, przy oknie. Pociąg relacji Wołogograd-Brest zabiera mnie z Jelca wczesnym piątkowym przedpołudniem i aż do zmroku pozwala oglądać rosyjskie krajobrazy. Kraina żyznego czarnoziemu powoli przechodzi w widoki bardziej "poleskie", im bliżej białoruskiej granicy.
.
.
Ostatnią stacją przed zapadnięciem zmroku jest Krasny Róg w obłasti brańskiej. Cóż za kontrast do wieczoru sprzed 3 dni i zapadającego zmroku w Moskwie! Mylił by się jednak ten, kto by sądził, że kozy spacerujące po dworcu i peronie zwiastują tutaj "koniec świata". Krasny Róg może i leży "na końcu świata", ale to tutaj żył i umarł Aleksy Tołstoj!
Rosja ma w sobie duży kulturalny urok, tutaj nic nie jest na uboczu, ma się wrażenie, że raczej w centrum świata.
.
..
.
.
Ps.
W Jelcu, jak w wielu innych miastach byłego Imperium, ślady Polaków są liczne. W mieście funkcjonował polski kościół, i jest to jeden z niewielu budynków jakie się nie zachowały (jest fotografia).
.
.
Jak wielu Polaków i jak długo tu mieszkało? Kto został? Losy Polaków i Rosjan zostały dość dokładnie wymieszane, zesłania, przesiedlenia, zwykłe wyjazdy do pracy. Szukam śladów polskich w Jelcu, a wyjeżdżam "z zamówieniami" odszukania w Polsce rosyjskich krewnych, którzy wybrali Polskę jako miejsce na ziemi, i z którymi kontakty się urwały. Sama będę w Rosji poszukiwać polsko-rosyjskiej rodziny, która mieszkała w Jelcu jeszcze przed rewolucją, a o istnieniu której nie słyszałam, że jednak ktoś pozostał... Czy uda się kiedyś nawiązać jakiś kontakt?
.
W drodze z Warszawy do Moskwy moja rosyjska towarzyszka podróży opowiadała o programie telewizyjnym bijącym tutaj rekordy popularności, poszukiwanie krewnych z którymi od dawna nie ma kontaktu. Ludzie szaleją z emocji. Mam wrażenie, że genealogia w Rosji jest na jakimś bardzo wysokim poziomie i ma jakby szerszy wymiar, ludzie bardziej to czują i rozumieją. Solidne filozoficzne podstawy, duch Fiodorowa czuwa? Zastanawiam się czy Włodzimierz Zausajew nie mógłby wręcz rozpowszechniać licencji na imprezę tego typu w jakiej uczestniczyłam - spotkanie potomków mieszkańców miasta. To szerzej niż rodzina, wspólnota miejsca, a także wspólne losy, krzyżujące się życiowe ścieżki.
.
.
To odwrotna strona pewnej jeleckiej fotografii, portret lekarza ofiarowany jak wynika z napisu rodzinie pacjentów. Polski lekarz, kupiecka rodzina (a nawet dwie, 'babuszka" wyszła przecież za mąż i miała dwanaścioro dzieci, nic dziwnego, że zdjęcie zachowało się właśnie w tej rodzinie) i jelecki zakład fotograficzny - Anieli Klimienko. Włodzimierz Zausajew wyjaśnia, że pierwszy człon ten nazwy pochodzi od imienia założycielki firmy - Polki, o nazwisku Mroczek. Śladów polskich w Jelcu jest mnóstwo, ciekawe co jeszcze uda się odszukać, ilu jeszcze spotkać "sąsiadów"?
.
.
.
czwartek, 17 maja 2012
Licznik odwiedzin: 629 (wersja testowa)
| « maj » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
Podróż do Rosji trwała zaledwie 5 dni, odwiedziłam Jelec, najstarsze miasto krainy czarnoziemu. 12 sierpnia spotkali się w Jelcu ci, których przodkowie tu mieszkali.Ja szukałam polskich śladów. Łucja...
więcej...Podróż do Rosji trwała zaledwie 5 dni, odwiedziłam Jelec, najstarsze miasto krainy czarnoziemu. 12 sierpnia spotkali się w Jelcu ci, których przodkowie tu mieszkali.Ja szukałam polskich śladów. Łucja Wierzycka.
schowaj...